- Zakochałam się.
Znasz
to uczucie? Twoje serce kołacze ci w piersi, jakby chciało się stamtąd wyrwać.
Kolana się pod tobą uginają, gdy widzisz kochaną osobą. Gdy musisz się z nią
rozstać - w duszy płaczesz. Choćby na chwilę, na minutę. Wysychasz. Ponowne
spojrzenie w oczy tej osoby są jak woda dla kwiatów w upalny dzień. Odświeża,
ratuje życie. A ja zakochałam się w tobie.
I
dlatego odchodzę, bo nienawidzę dramatów. Nie chciałam ci mówić tego w twarz,
bo to chyba zbyt... Nie, nie prywatne. Intymne? Wstydliwe? Jakiekolwiek to
jest, nie potrafię ci spojrzeć w oczy i powiedzieć: kocham cię. Może jestem
tchórzem, a może po prostu nie lubię się zakochiwać. Chyba prędzej boję się
odpowiedzialności, jaką ze sobą niesie miłość. Tej zmiany twojej osobowości,
twojego charakteru. Kim bym teraz była, gdyby starczyło mi odwagi, by ci
powiedzieć prawdę? Na pewno nie sobą. Każdego dnia budziłabym się ze
świadomością, że się zatrzymałam, że nie szukam dalej nowych rzeczy, nie
podróżuję. Czułabym się winna i ty o tym wiesz.
Czy
ja cię kocham? Nie wiem, może to zwykłe zauroczenie, ale na razie nie chcę mieć
z tym uczuciem nic do czynienia, więc po prostu uciekam. Opuszczam granice tego
miasta, może kraju. Odchodzę, a ty wiesz, dlaczego.
Żegnaj,
Doris.
Powoli
wstaję, odsuwam się od biurka. Nagle zdaję sobie sprawę, że każde zapisane
słowo wymówiłam na głos. Czuję się z tym dziwnie, jakbym mówiła do siebie.
Jakby to wszystko było dialogiem mojego serca i umysłu. Dlaczego właściwie
odchodzę? Kieran wie, on zawsze wszystko wie, ale tak naprawdę mi samej ciężko
to pojąć. Och, czy to dlatego, że się boję? Całkiem prawdopodobne. Miłość zawsze
wywoływała u mnie strach. Tata zostawił mamę, bo, jak sam powiedział, to, co
było między nimi, wypaliło się z biegiem czasu. Babcia odeszła od dziadka, bo
miłość jest ślepa, a dziadek z pewnością widział gorzej niż młodszy od niej o
dziesięć lat Bertoldo. Mam złe doświadczenia, także własne. Mój pierwszy
narzeczony - było ich trzech - zostawił mnie dla ślicznej blondynki, którą
poznał na delegacji z pracy. Drugiego rzuciłam, bo mnie olewał. Trzeci...
Trzeci po prostu zaczął stawać się dla mnie niewidzialny i kilka dni przed
ślubem stwierdziliśmy, że to nie ma sensu. Kieran był moim wieloletnim
przyjacielem, pocieszał mnie po każdym rozstaniu. Przystojny i inteligentny.
Czuły, troskliwy, zawsze miał dla mnie czas. Boję się tego.
Zawsze
marzyłam o wspaniałej miłości, niczym z bajki! Miałam nadzieje na księcia na
białym koniu, który uratuje mnie - piękną księżniczkę uwięzioną przez złego
smoka w wysokiej wieży. Ale każdy książę, jakiego spotkałam, udawał się na
pomoc innej księżniczce. Byłam więc samotna i żyłam fantazjami, które wkrótce
zaczęły zastępować moją rzeczywistość. W mężczyznach szukałam ideału, nie
dopuszczałam do siebie, że oni mogą mieć wady. Marzenia mnie niszczyły. Nie
zdawałam sobie sprawy, że wydawałam na świat demony, które zastępowały wszystkie
moje marzenia i fantazje. Stałam się więc wrakiem, a moje sny - moją
rzeczywistością. Szukałam niemożliwego, nieosiągalnego, a teraz odkrywam, że
cały ten czas ktoś taki był obok. Moje demony zasłoniły mi oczy. Zwęziły kąt
widzenia, a Kieran znalazł się poza nim. Gdy odwróciłam ku niemu wzrok, było za
późno. Przestałam szukać, wierzyć, czekać, zamiast tego pojawił się dławiący
strach. I dlatego właśnie odchodzę.
Pociąg
powoli rusza z peronu, rzucam krótkie spojrzenie kobiecie siedzącej naprzeciwko
mnie. Przed chwilą wyciągnęła z koszyka włóczkę i druty. Może będzie robić
sweter dla syna albo śpioszki dla wnuczki? Kto wie. Wyglądam przez okno i w
jednej chwili chcę wyjść z pociągu. Kieran stoi na peronie i patrzy prosto na
mnie. Na jego twarzy maluje się smutek, jakby niedowierzanie. Czy boi się tak
jak ja? Moją uwagę przykuwa zgnieciona kartka w mojej dłoni i wiem, że
przeczytał list. Usta Kierana układają się w jedno słowo i mimo, że go nie
słyszę, mimo odległości nas dzielącej wiem, co powiedział. Nie mogę spełnić
jego prośby. Boję się, jestem tchórzem, ale nic na to nie poradzę. Uciekam.
Chowam głowę w piasek.
Pociąg
zaczął przyśpieszać, Kieran znika mi z oczu, a ja wyobrażam sobie jego głos,
wypowiadający ostatnie słowo. Łzy stają mi w oczach, ale szybko je ocieram, bo
nie chcę okazać słabości. Odchodzę. Nie mogę, Kieranie, spełnić twojej prośby.
Zostań.
Kieran... Spodobało mi się to imię. Jest takie subtelne. Miniaturka mnie zauroczyła, jeśli mogę to tak określić. To takie uczuciowe i prawdziwe, bo skupiając się na dużych rzeczach, nie dostrzegamy tych najmniejszych, pozornie nic nieznaczących. Wierzę w istnienie przyjaźni damsko-męskiej, choć moja koleżanka uważa, ze jest ona możliwa dopóty, któraś ze stron nie zacznie być zazdrosna.
OdpowiedzUsuńW sumie to trochę utożsamiłam się z narratorką i podzielam jej punkt widzenia, choć nie miałam jeszcze narzeczonego, który by mnie zdradzał.
Sama opowieść natomiast nie kończy się, jak większość komedii romantycznych. Nikt nie wysiada z pociągu. Nie ma długiego uścisku, ani miłosnych uniesień. Nie ma, przynajmniej na razie, szczęśliwego zakończenia, choć było to zostań.
Czekam z niecierpliwością na kolejną miniaturkę i dodaję do obserwowanych. :)
Pozdrawiam,